Siedziałaś w domu i czekałaś na swojego chłopaka-Harrego. Wszyscy ci zarośliście przeczesz chodzisz z Harrym z One Direction....
-Hejka Kotek-powiedziałaś gdy przyszedł do salonu.On nie odpowiedział tylko pocałował cię namiętnie.
-Zrobiłam Spaghetti-powiedziałaś gdy skończyliście.
-Mmm mmm... Super bo jestem głodny. Przy posiłku rozmawialiście i nagle wybiegłaś . Szybko pobiegłaś do łazienki a Styles za tobą. Nagle zwymiotowałaś do kibla.Harry trzymał twoje włosy. Gdy skończyłaś zapytał cię czy dobrze się czujesz.
-Trochę boli mnie brzuch-powiedziałaś i znowu zwymiotowałaś.
-Jedziemy do lekarza.
-Ok.-powiedziałaś i ubraliście się i pojechaliście.
Gdy byliście u lekarza zrobili ci USG. Gdy byłaś u lekarza on powiedział
-Pani nie jest chora. Tylko pani jest w ciąży Moje gratulacje.-powiedział lekarz , uścisnęłaś dłoń i wyszłaś z szokiem na twarzy. Harry to zauważył i pomyślał że powiesz mu w domu.
-No i co zdrowa jesteś kotek??-zapytał cię gdy byliście w domu na waszym łóżku.
-Nie chce ci niszczyć życia
-Co??
-I kariery...
-O co ci chodzi??
-Rozwijacie karierę 1D jest bardzo popularne,nie chce ci tego popsuć.
-Kochanie o czym ty mówisz.
-Ja....Ty...Znaczy...Jestem w ciąży będziesz tatą.-powiedziałaś i jedna łza spłynęła ci po policzku.
-Jeśli nie chcesz dziecka ja zrozumię.
-Czekaj CO???!!!!!!!!!!!!!!!?? Jesteś w czym??-wydarł się na ciebie
-Przepraszam -powiedziałaś i poszłaś do łazienki. Zamknęłaś się w niej i płakałaś. Słyszałaś przekleństwa i złość na dole. To był Harry.
-Przepraszam-wyszeptałaś sama do siebie. Zasnęłaś na ziemnej podłodze.
Gdy się obudziłaś poszłaś do waszego pokoju. Gdy otworzyłaś drzwi zobaczyłaś swoje drzwi spakowane w walizkach a na nich karteczkę z napisem,,PA''
Zabrałaś walizki i ubrałaś się po czym pomalowałaś. Spakowałaś się do końca. Zrobiłaś mu naleśniki i napisałaś na karteczce ,,Sorry''.
I wyszłaś trzaskając drzwiami nie wiedziałaś gdzie iść. Wzięłaś taxi i pojechałaś do Kanady,do rodziców.
-Hej mamo-opowiedziałaś całą zapkłana. Weszłaś i opowiedziałaś całą historię. Ucieszyła się ze zostanie babcią. Zamieszkałaś u niej z Harrym nie masz kontaktu od 3 lat. One direction jest najbardziej popularnym zespołem na świecie.
Harry:
Co ja zrobiłem nie ma jej już 3 lata. A ja prawie siedzę w psiatryku,postanowiłem pojechać do kanady. Zapukałem do drzwi otworzyło mi....dziecko, miało 3 latka. Taki miały ja.... Uklęknąłem przy nim i Uśmiechnąłem się
-Hej mały.
-Mamoooo!!-zawołało swoją mamę. Czyli moje małe kochanie...
-Co się stało Dominiś??-zapytałą syna....mojego syna.
-Ktio to?-Zapytał mały pokazując na mnie palcem.
-Nikt,a panu dziękujemy.-powiedział i próbowała zamknąć drzwi. Wdarłem się do środka i pocałowałem (T.I.)
TY:
Oooo szanowny pan Styles raczył odwiedzić swojego syna. Zaczął mnie całować... i to uczucie miłości powróciło?? Nie ono tam ciągle było i jest.
-Przepraszam.Ale jakoś tak nie wiem czemu zareagowałem pozwól mi też opiekować się małym Dominik.Przepraszam.Wybacz mi.
-Wybaczam.-powiedziałam.
# lata później:
Masz 2 dzieci z Harrym jestem małżeństwem Dominik najpierw nie chciał by Harry tu był ale później mówił doi niego Tata i w ogóle... Teraz jesteś znowu w Londynie, a one Direction?? Jest takie samo jak przedtem szalone i sławne. Media nie mogło uwierzyć że Harry Styles ma dziecko, ale zaakceptowali to.
-Kocham cię Harry-powiedziałaś do słuchawki i rozłączyłaś się
środa, 10 kwietnia 2013
Imagin o Liamie (smutny) /Zuzol
Jesteś w ciąży z Liamem od 4 miesięcy, a chodzicie od dwóch lat, za miesiąc masz mieć ślub.Czego chcieć więcej, ale w tych dobrych rzeczach musi być też jakaś ukryta prawda.
-[T.I] dobrze się czujesz?-zapytał Liam, gdy złapałaś się za brzuch.
-Boli brzuch-powoli upadłaś na podłogę.
-Dam ci lodu.
-Dobra tylko szybko.-starałaś ukryć ból bo nie chciałaś martwic Liama.
-Już się robi.
-Ałłłłłłłłłł-krzyknęłaś jak Liam przyłożył lud do twojego brzucha lud.
-Może pojedziemy do szpitala tam zrobią ci badania?
-Dobrze.
~~W szpitalu~~
-I coś z nim nie tak?-zapytałaś jak doktor wszedł do sali.
-Nie z nim wszystko w porządku.-powiedział doktor.
-A co się stało?-pytał przerażony Liam.
-Niestety [T.I] ma raka mózgu.-powiedział na jednym wydechu.
Liam wybiegł z sali, a ja patrzyłam nadal na lekarza.
-Lekami uda się pani przedłużyć życie.
-Dobrze-odpowiedziałam sucho.
Gdy lekarz wyszedł z sali nie wstrzymywałaś już łez leciały jak potok szybki, żywotny i zdrowy.
-A a a jeżeli to dziecko umrze przez mnie-mówiłaś z łzami w oczach.
5 miesięcy później
Liama przy tobie nie było nie chciał widzieć jak cierpisz według ciebie był samolubny.Gdy postanawiałaś zajść w ciążę z nim nie sądziłaś, że tak skończysz.
-AAAAAAAAAAAAŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁ-krzyczałaś, gdy nagle dziecko chciało wyjść.
Szybko wzięłaś kurtkę i torbę, a następnie pojechałaś do szpitala.
-CCCCCCCCCCCCCHHHHHHHHHHHHHHHHHOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEERRRRRRRRRRRRRRRAAAAAAAAAAAAAAAAAAA-krzyczałaś podczas jechania.
10 minut później leżałaś na łóżku i zaczynałaś rodzić na sale wpadł Zayn i zamiast Liama stał przy mnie cały czas nawet nie było mu źle, a ty tylko myślałam, że jedna osoba o tobie pamięta chodź by nie miałam już takiej urody jak kiedyś.
30 minut później urodził mi się zdrowy synek Ethan od razu się zakochałam, ale nie trwało to długo nagle aparatura zaczęła piszczeć i nic nie dało się zrobić widziałam już tylko Ethana z nieba, patrzyłam jak dorasta, a Liam zmądrzał i miał doła jak patrzył na Ethana bo mnie przypominał, ale ja mu przed śmiercią wysłałam sms'a "Nie poddawaj się" i tak było, a ja byłam szczęśliwa patrząc na nich.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest nas 501 jjjjjjjjjjeeeeeeeeeeeeeeeeeeeessssssssssssssssssstttttttttt!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-[T.I] dobrze się czujesz?-zapytał Liam, gdy złapałaś się za brzuch.
-Boli brzuch-powoli upadłaś na podłogę.
-Dam ci lodu.
-Dobra tylko szybko.-starałaś ukryć ból bo nie chciałaś martwic Liama.
-Już się robi.
-Ałłłłłłłłłł-krzyknęłaś jak Liam przyłożył lud do twojego brzucha lud.
-Może pojedziemy do szpitala tam zrobią ci badania?
-Dobrze.
~~W szpitalu~~
-I coś z nim nie tak?-zapytałaś jak doktor wszedł do sali.
-Nie z nim wszystko w porządku.-powiedział doktor.
-A co się stało?-pytał przerażony Liam.
-Niestety [T.I] ma raka mózgu.-powiedział na jednym wydechu.
Liam wybiegł z sali, a ja patrzyłam nadal na lekarza.
-Lekami uda się pani przedłużyć życie.
-Dobrze-odpowiedziałam sucho.
Gdy lekarz wyszedł z sali nie wstrzymywałaś już łez leciały jak potok szybki, żywotny i zdrowy.
-A a a jeżeli to dziecko umrze przez mnie-mówiłaś z łzami w oczach.
5 miesięcy później
Liama przy tobie nie było nie chciał widzieć jak cierpisz według ciebie był samolubny.Gdy postanawiałaś zajść w ciążę z nim nie sądziłaś, że tak skończysz.
-AAAAAAAAAAAAŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁŁ-krzyczałaś, gdy nagle dziecko chciało wyjść.
Szybko wzięłaś kurtkę i torbę, a następnie pojechałaś do szpitala.
-CCCCCCCCCCCCCHHHHHHHHHHHHHHHHHOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLLEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEERRRRRRRRRRRRRRRAAAAAAAAAAAAAAAAAAA-krzyczałaś podczas jechania.
10 minut później leżałaś na łóżku i zaczynałaś rodzić na sale wpadł Zayn i zamiast Liama stał przy mnie cały czas nawet nie było mu źle, a ty tylko myślałam, że jedna osoba o tobie pamięta chodź by nie miałam już takiej urody jak kiedyś.
30 minut później urodził mi się zdrowy synek Ethan od razu się zakochałam, ale nie trwało to długo nagle aparatura zaczęła piszczeć i nic nie dało się zrobić widziałam już tylko Ethana z nieba, patrzyłam jak dorasta, a Liam zmądrzał i miał doła jak patrzył na Ethana bo mnie przypominał, ale ja mu przed śmiercią wysłałam sms'a "Nie poddawaj się" i tak było, a ja byłam szczęśliwa patrząc na nich.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest nas 501 jjjjjjjjjjeeeeeeeeeeeeeeeeeeeessssssssssssssssssstttttttttt!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
czwartek, 4 kwietnia 2013
Harry /Daśka
Kim jestem? Zwykłą 15-latką? Nikim ważnym? Tak, to są dobre określenia mnie. Kujon, szara myszka, piękna, też nie jestem, znajomi ze szkoły się ze mnie nabijają, a ja wciąż muszę tam chodzić, bo nie mam nic do gadnia. I dziś znów po weekendzie do szkoły, nowe wyzwiska i upokorzenia. Trudno, przyzwyczaiłam się. Weszłam do szkoły i ruszyłam w stronę mojej szafki, dobrze słyszałam szepty typu : "Po co ona jeszcze tu przyłazi?", "Niech odda ciuchy swojej babci" ,lecz starałam się udawać, że nie słyszę, ale to była tylko dobra mina do złej gry, w domu się wypłakiwałam w poduszkę. Bo komu zawiniłam, starałam się być miła i co? Stałam się pośmiewiskiem. Wyjełam niepotrzebne książki, a zaopatrzyłam się w historię, bo to był mój pierwszy przedmiot dziś. Nagle zaczęły się szepty, ale już nie na mój temat, tylko na jego, szkolnej gwiazdy koszykówki, najprzystojniejszego chłopaka w szkole, Harrego Stylesa. Wiele dziewczyn się w nim podkochuje, też do nich należe, tylko, że takie bóstwo jak on, na pewno nie zwróci uwagi na taką ciamajdę jak ja. On jest taki ... taki ... taki ... idealny, wyróżniający się z tłumu, a ja jestem taka zwyczajna. Widziałam jak ruszył w moją stronę, no tak idiotko, idzie w twoją stronę, bo stoisz pod salą historyczną, a, że chodzicie do tej samej klasy, to macie te same lekcje. Harry spojrzał na mnie, tak jak jego kumple i zaczął się śmiać. Już wiem czemu, największy plastik, wylał na moją głowę Pepsi.
P : Teraz chłopaki może zwrócą na ciebie uwagę
Po tych słowach, wybiegłam ze szkoły i pobiegłam do domu. Wzięłam prysznic i się przebrałam w piżamę, bo nie mam zamiaru tam wracać, mam już tego dość. Poszłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. To była mama, widząc mnie w pokoju płaczącą, troche się zdenerwowała.
M : [T.I] co ty robisz w domu?
J : Nie wróce już tam
M : Co się tym razem stało? - siadła koło mnie.
J : Ta, której imienia nie wymówie, wylała na mnie pepsi, na oczach wszystkich
M : Umyłaś się?
J : Tak. Mogę nie iść już do szkoły?
M : Dobrze, nie idź dzisiaj, ale jutro muszisz tam wrócić, ja teraz idę do pracy, wrócę wieczorem
Wyszła. Nie mam pocieszenia nawet we własnej matce. Nikomu nie jestem potrzebna, może to znak, żeby skończyć z życiem? Tak to dobry pomysł, miałam już myśli samobójcze, ale się powstrzymywałam, przed zrobieniem tego, dziś nadszedł ten dzień. Napisałam list do mamy, z wytłumaczeniem, dlaczego to zrobiłam, chociaż ją to i tak pewnie by nie interesowało, czy jestem, czy mnie nie ma. Po napisaniu listu, poszłam poszukać żyletki, nie mogłam jej znaleźć, więc postanowiłam zrobić sobie herbatę i pomyśleć, gdzie mogłaby być. Po wypiciu gorącej cieczy, olśniło mnie przecież schowałam ją w mojej szufladzie, na wszelki wypadek.
Znalazłam ją, ruszyłam w stronę łazienki, usiadłam na zimnych kafelkach i swoją uwagę skupiłam na obracanej w moich dłoniach żyletce. Łzy ciekły mi po policzkach, a ja wciąż nie wiedziałam ja się do tego zabrać, przyłożyłam srebrny przyrząd do mojego nadgarstka, już miałam to zrobić, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Nie miałam zamiaru otwierać, po długich próbach dzwonek ucichł, a ja wreszcie to zrobiłam, przeciełam sobie skórę, na początku bolało, ale później już czułam tylko ulgę. Nagle ktoś wszedł do łazienki, tym kimś okazał się być Harry.
H : Nie! Zostaw to! - krzyknął i podbiegł do mnie, zabierając osty przedmiot, zaczął szukać bandaż w apteczce, po czym obwinął mi nim ranę. Przytulił mnie, żebym mogła się mu wypłakać w koszule. Troche uspokoiłam się po 20 minutach. Hazza wziął mnie na ręcę i zaniósł do mojego pokoju. Nie przestawał mnie przytulać, kołysał się lekko ze mną w ramionach. Poczułam się bezpieczna, jednak oprzytomniałam, że chciałam się zabić, a on mi w tym przeszkodził.
J : Dlaczego to zrobiłeś?
H : Co zrobiłem?
J : Uratowałeś mnie, skoro chciałam się pociąć, to trzeba mi było w tym nie przeszkadzać.
H : Zrobiłem to, bo muszę ci coś powiedzieć.
J : Tylko dlatego, równie dobrze mogłeś to zrobić na moim pogrzebie i każdy by był szczęśliwy
H : Ja bym nie był
J : A od kiedy ci na mnie zależy, naśmiewasz się ze mnie, tak jak inni, zwracasz na mnie uwagę, tylko wtedy, gdy staję się pośmiewiskiem. Co? Jestem ci potrzebna w nauce? A może zrobiłeś to żeby zdobyć miano bohatera? - widziałam, że te słowa go zabolą, ale mnie codziennie bolało to, że się ze mnie śmieje.
H : Po pierwsze : od kąd się ponałem, zależy mi na tobie. Po drugie : nie potrzebuje korepetytatorki i wcale nie chce miana bohatera
J : To co chcesz?
H : Ciebie - zatkało mnie, nie wiedziałam co powiedzieć - Kocham Cię - dodał, po czym mnie pocałował
J : Też cię kocham
I w taki sposób staliśmy się parą, nie rozdzielił nas nawet X-faktor. Dzisiaj jestem szczęśliwą żoną i matką dwójki, niebawem trójki dzieci : Louise, Ethana i Darcy albo Jamesa. O Matko! Mój mąż nie wie, że jestem znowu w ciąży. Trzeba go i resztę o tym powiadomić, a najlepszą okazją do tego będzie dzisiejsza kolacja, na którą zaprosiliśmy wszystkich naszych przyjaciół z dziećmi.
Na kolacji. Louis polewa wino.
J : Ja dziękuje
L : Ale [T.I] przecież lubisz czerwone wino
J : Lubie, ale muszę wam coś powiedzieć - spojrzeli na mnie - Jestem w ciąży - po tych słowach usłyszałam huk, wystraszyłam się.
L : To tylko Harry zemdlał
J : Tylko ?
Z : Już się budzi
H : Miałem taki piękny sen, śniło mi się, że [T.I] jest znowu w ciąży - mamrotał, po czym oprzytomniał i szybko spojrzał na mnie - To prawda
Kiwnęła potwierdzająco głową, Harry nie czakając chwili dużej pocałował mnie
Dzieci : Fuuuuu
Dan : No to nie jestem sama
Li : Naprawdę?
Dan : Tak - i ich usta też poczuły swój smak.
I wszyscy żyli długo i szczęśliwie, razem z mnóstwem dzieci (wliczamy w to Louisa) /Daśka
P : Teraz chłopaki może zwrócą na ciebie uwagę
Po tych słowach, wybiegłam ze szkoły i pobiegłam do domu. Wzięłam prysznic i się przebrałam w piżamę, bo nie mam zamiaru tam wracać, mam już tego dość. Poszłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. To była mama, widząc mnie w pokoju płaczącą, troche się zdenerwowała.
M : [T.I] co ty robisz w domu?
J : Nie wróce już tam
M : Co się tym razem stało? - siadła koło mnie.
J : Ta, której imienia nie wymówie, wylała na mnie pepsi, na oczach wszystkich
M : Umyłaś się?
J : Tak. Mogę nie iść już do szkoły?
M : Dobrze, nie idź dzisiaj, ale jutro muszisz tam wrócić, ja teraz idę do pracy, wrócę wieczorem
Wyszła. Nie mam pocieszenia nawet we własnej matce. Nikomu nie jestem potrzebna, może to znak, żeby skończyć z życiem? Tak to dobry pomysł, miałam już myśli samobójcze, ale się powstrzymywałam, przed zrobieniem tego, dziś nadszedł ten dzień. Napisałam list do mamy, z wytłumaczeniem, dlaczego to zrobiłam, chociaż ją to i tak pewnie by nie interesowało, czy jestem, czy mnie nie ma. Po napisaniu listu, poszłam poszukać żyletki, nie mogłam jej znaleźć, więc postanowiłam zrobić sobie herbatę i pomyśleć, gdzie mogłaby być. Po wypiciu gorącej cieczy, olśniło mnie przecież schowałam ją w mojej szufladzie, na wszelki wypadek.
Znalazłam ją, ruszyłam w stronę łazienki, usiadłam na zimnych kafelkach i swoją uwagę skupiłam na obracanej w moich dłoniach żyletce. Łzy ciekły mi po policzkach, a ja wciąż nie wiedziałam ja się do tego zabrać, przyłożyłam srebrny przyrząd do mojego nadgarstka, już miałam to zrobić, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Nie miałam zamiaru otwierać, po długich próbach dzwonek ucichł, a ja wreszcie to zrobiłam, przeciełam sobie skórę, na początku bolało, ale później już czułam tylko ulgę. Nagle ktoś wszedł do łazienki, tym kimś okazał się być Harry.
H : Nie! Zostaw to! - krzyknął i podbiegł do mnie, zabierając osty przedmiot, zaczął szukać bandaż w apteczce, po czym obwinął mi nim ranę. Przytulił mnie, żebym mogła się mu wypłakać w koszule. Troche uspokoiłam się po 20 minutach. Hazza wziął mnie na ręcę i zaniósł do mojego pokoju. Nie przestawał mnie przytulać, kołysał się lekko ze mną w ramionach. Poczułam się bezpieczna, jednak oprzytomniałam, że chciałam się zabić, a on mi w tym przeszkodził.
J : Dlaczego to zrobiłeś?
H : Co zrobiłem?
J : Uratowałeś mnie, skoro chciałam się pociąć, to trzeba mi było w tym nie przeszkadzać.
H : Zrobiłem to, bo muszę ci coś powiedzieć.
J : Tylko dlatego, równie dobrze mogłeś to zrobić na moim pogrzebie i każdy by był szczęśliwy
H : Ja bym nie był
J : A od kiedy ci na mnie zależy, naśmiewasz się ze mnie, tak jak inni, zwracasz na mnie uwagę, tylko wtedy, gdy staję się pośmiewiskiem. Co? Jestem ci potrzebna w nauce? A może zrobiłeś to żeby zdobyć miano bohatera? - widziałam, że te słowa go zabolą, ale mnie codziennie bolało to, że się ze mnie śmieje.
H : Po pierwsze : od kąd się ponałem, zależy mi na tobie. Po drugie : nie potrzebuje korepetytatorki i wcale nie chce miana bohatera
J : To co chcesz?
H : Ciebie - zatkało mnie, nie wiedziałam co powiedzieć - Kocham Cię - dodał, po czym mnie pocałował
J : Też cię kocham
I w taki sposób staliśmy się parą, nie rozdzielił nas nawet X-faktor. Dzisiaj jestem szczęśliwą żoną i matką dwójki, niebawem trójki dzieci : Louise, Ethana i Darcy albo Jamesa. O Matko! Mój mąż nie wie, że jestem znowu w ciąży. Trzeba go i resztę o tym powiadomić, a najlepszą okazją do tego będzie dzisiejsza kolacja, na którą zaprosiliśmy wszystkich naszych przyjaciół z dziećmi.
Na kolacji. Louis polewa wino.
J : Ja dziękuje
L : Ale [T.I] przecież lubisz czerwone wino
J : Lubie, ale muszę wam coś powiedzieć - spojrzeli na mnie - Jestem w ciąży - po tych słowach usłyszałam huk, wystraszyłam się.
L : To tylko Harry zemdlał
J : Tylko ?
Z : Już się budzi
H : Miałem taki piękny sen, śniło mi się, że [T.I] jest znowu w ciąży - mamrotał, po czym oprzytomniał i szybko spojrzał na mnie - To prawda
Kiwnęła potwierdzająco głową, Harry nie czakając chwili dużej pocałował mnie
Dzieci : Fuuuuu
Dan : No to nie jestem sama
Li : Naprawdę?
Dan : Tak - i ich usta też poczuły swój smak.
I wszyscy żyli długo i szczęśliwie, razem z mnóstwem dzieci (wliczamy w to Louisa) /Daśka
Ankieta
Hejo Directioners !!!
Mam do was prośbę. Zagłosujcie na ankiecie, z kim z One Direction najbardziej lubicie imaginy <3
Będę wam wdzięczna :-D
Daśka
Mam do was prośbę. Zagłosujcie na ankiecie, z kim z One Direction najbardziej lubicie imaginy <3
Będę wam wdzięczna :-D
Daśka
Subskrybuj:
Posty (Atom)